Czy transhumanizm ocali człowieczeństwo? Szkic nb. one

 Człowiek, który odkrywa ułomność libertariańskiego podejścia do rzeczywistości społecznej stoi w rozkroku. Z jednej strony niezaprzeczalna (i nieodwracalna podług zasady ewolucjonizmu, który się nie cofa, a idzie dalej) erozja chrześcijańskiego imaginarium (xd) podmywa mu piętę racjonalizmu, z drugiej  - próba odnalezienia człowieczeństwa (którego szukanie kończy się jego utratą przez szukanie go w panteistycznej rzeczywistości. Czyżby nie był to paradoks poszukującego postdarwinisty, który ucieka się do natury, by odnaleźć siebie? Przez negację transcendentalnego, ponadzmysłowego typu antropologicznego, rysuje sylwetkę istnienia ludzkiego, które stapia się z istnieniem wszelkich innych noumenów. Pociąg do transcendencji, świadomość podejmowanych decyzji i umiejętność ich rozeznawania staje się tylko kolejną cechą tego zwierzęcia, która w ahierarchicznym świecie plasuje się na równi z cechami zwierząt, takimi jak zdolność odczuwania przez nie bólu czy zadowolenia. 


Po 1859 wieść o ewolucyjnym pochodzeniu człowieka tworzy wyrwę w antropocentrycznej humanistyce (ot, niewinny oksymoron nowoczesności). Naukowość poglądów Darwina "podbija rynek" oświeceniowego produktu antropologicznego, który - opakowany w folię z napisem "prawda" / oświeceniowej puszki Pandory opatrzonej certyfikatem prawdy, monopolizując w końcu zbiorowe myślenie. 


Uczono mnie, że teoria ewolucji (a więc jest to teoria? Czy nauka może pozwolić sobie na teoretyzowanie?) nie kłóci się z wiarą w stworzenie człowieka przez Boga. Wydaje mi się jednak, że dla przeciętnego (niechętnego zagłębiać się w przyczyny swoich sądów o świecie / konformisty poznawczego) człowieka łączenie wiary i rozumu jest nie do przyjęcia (przynajmniej świadomie. nieświadomie. Zatem czy dobrze myślę, że jest to sytuacja patowa, a możliwe jest jedynie konsekwentne posuwanie się dalej w myśleniu człowieka w kontekście natury, do której immanentnie należy na takich samych zasadach, jak małpy, którego jest tylko ewolucyjnym następcą? 


Transhumanizm jako gałąź nowej humanistyki nie potrzebuje Bytu Wyższego, bo ten wprowadzałby hierarchizację, wobec którego czuje wstręt. W celu odzyskania człowieczeństwa ocenia, że deizm homo sapiensa może najwyżej rozlać się na podmiotową rozumianą naturę. Jak zdefiniować siebie, skoro nie godzimy się na jednoznaczne definiowanie rzeczywistości? Tym bardziej - jak pojąć własne człowieczeństwo, które różni się od zwierzęcości "niczym innym" poza duchowością i wolną wolą? (Czy to naprawdę jedynie odróżnia mnie i - załóżmy - mojego kota?) (Jeżeli duchowość odrzucamy jako pozostałość po humanizmie, przypisujący człowiekowi wyjątkowość, coś ponadzmysłowego, a co, wg redaktora, powinniśmy odrzucić, by siebie o d n a l e ź ć? Pozostaje "wolna wola", koncept chrześcijański, który w wersji zdesakralizowanej chce oznaczać...


Maska, Stanisław Lem

"Gdzie byłom wcześniej? - Cóż więc pewnego? - Piękna byłam"

"Ale dlaczego myślałam mej twarzy, a nie po prostu - mnie. Czy byłam kimś niezgodnym i niedoprowadzonym do zgodności i jedności z własnym ciałem i twarzą? Lecz jeśli ani twarzy swojej nie ufałam, ani myśli, przeciwko czemu właściwie mogłam czuć strach i podejrzliwość? Skoro oprócz duszy i ciała nie ma nic. To było zagadkowe..."

"Z elementów niezgodliwych niczego nie zbuduję. Chyba, że odnajdę w budowanym jego koślawość, szpary, w które wniknę, aby rozsadzić i wejść wgłąb"

W skrócie - dlaczego miałam świadomość? - Jeżeli należałam do króla, dlaczego wcześniej o tym nie wiedziałam? Byle niezgodnie z narzuconym losem"


Nie mogłam inaczej, jak tylko działając kłamliwie nazywając wolność fałszywym mianem miłości, tylko w niej i poprzez nią ukazać mu siebie fałszywą ofiarę niewiadomego


autoewentracja, poddaństwo doskonałe, stal we mnie, owad, przepoczwarzanie się, "to ja"


"umysł jak gdyby mniej wytrwały od ciała, zawężał się i wiedziałam tylko, że wolą moją gnać"


"zamiast śmierci stałam się przeistoczeniem"


życzyłam sobie uzyskania wolności. nie wiem co zamierzałam z tą wolnością uczynić. ciężarna śmiercią. wolnością zniewolona żeby czynić nie to, co zostało mi nakazane wprost, ale to, czego we wcieleniu swoim ja sama chciałam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cywilizacja miłości, Carl Anderson

bownik@gmail.com

Hockett